wesele po pogrzebie...
Cywilny ślub taty I' był uroczy. Pojechaliśmy do Sieradza do malutkiego ale schludnego urzędu - tylko z tego względu, że paczka ojca i G' jego małżonki, ma tam zaprzyjaźniony lokal. Lokal udało się po znajomości ustawić to i urząd musiał tu być zorganizowany. Zabraliśmy się z miasta wynajętym na tą okazję busem w jakieś 18 osób. Drugie tyle dotarło do Sieradza samemu. Ceremonia była krótka ale bardzo miła, aż nawet lekko romantyczna. Większość kolegów taty I' to znajomi z pracy lub z motoru. Z nimi objechał całą Europę na jednośladach, a małżonki goniły ich samochodem lub dwoma. Na uroczystości usłyszałem znajomy chropowaty głos. Niemożliwe! Moja profesorka z budy od matmy z klas 4-8. Tak malutka zadziorna i pełna energii kobita. Nie widziałem jej na oczy od 2010 roku. A tu się okazuje, że koleżanka od wyjazdów na Europejskie objazdy i pościgi motocykli. Świat jest taki malutki! Aż strach! Knajpa, rewelacja! Wszystkie dania od kopytek po makaron do rosołu robili własno...