ROK 25-Y NOWEGO WIEKU

Rok 2025 to dobry rok mojego życia! To rok potężnych zmian w naszej z I’ diadzie. To czas upewnienia się, że zmiany, które zachodzą są dla nas obu dobre i były oczekiwane – wbrew normatywnym poglądom i opiniom. To też rok licznych podróżny, zarówno tych małych i tych dużych. Rok pięknego ślubu, rok bólu, rok nowych doznań. Rok nawiązywania bardzo odległych znajomości, w których dochodzi do osobistego poznania, rok ujawniania tajemnic… Wreszcie rok kojenia ran po stratach jakie przyniósł 2024. Ale czego by nie powiedzieć to bardzo dobry rok! Rok podjęcia mojej terapii psychiatrycznej!

Rok 2025 to podobnie jak poprzedni to jeden z najbardziej aktywnych podróżniczo okresów w naszym z I’ życiu. Zaczęliśmy na przełomie stycznia i lutego od Chin do których polecieliśmy przez Amsterdam, który nam się bardzo spodobał. W państwie Środka spędziliśmy dwa tygodnie odwiedzając Szanghaj, Pekin, Kanton i Nankin. W tym pokonaliśmy w 4 godziny trasę 1200km pociągiem z Szanghaju do Pekinu, a potem choć mnie to przerażało polecieliśmy – Air China – które okazały się znakomitymi liniami lotniczymi z naprawdę wysokim standardem. Resztę podróży przebyliśmy pociągami. Ale i tu czas na zwierzenia, wyprawa do Chin nie była do końca wyjazdem do Chin. To był wyjazd do M’, przepięknego chłopaka z kręgu kultury hindusko-muzułmańskiej, którego poznaliśmy rok wcześniej w Szanghaju, a nasza krótka znajomość była zażyła i żarliwa…

Wszystko się zaczęło na gejowskiej dzielnicy w upalny wieczór w Tokio w 2018 roku, kiedy byliśmy podrywani przez dwóch bardzo przystojnych kolesi… Jednym z nich był śniady meksykanin, a drugim czarnoskóry dość niski ale bajczenie zbudowany lekarz wojskowy armii USA. To była cudowna noc, ale totalnie nie braliśmy ich zachowań względem nas serio – raczej uważaliśmy, że robią sobie z nas troszkę pośmiewisko… I pomimo zainteresowania ucięliśmy szybko te zaloty. A potem chyba zakwitł w naszych sercach żal z powodu straconej szansy. Ale wówczas nie byliśmy chyba na nic więcej gotowi. Ale wspomnienie zostało – zwłaszcza, że jeden z nich potem pisał do nas na Insta już bez ogródek, czego wtedy od nas chciał. Ale było minęło – chłopcy się rozjechali w swoje Światy, a kontakty się urwały. Sytuacja się odmieniła w Tokio w 2023 roku – kiedy w tym samym miejscu poznaliśmy przeuroczego Japończyka i to było dobre!

W Chinach w 2024 roku serio na nikogo nie polowaliśmy – Chińczycy zdawali się być odpychający. Poznaliśmy jedną osobę ale jej standardy były niezbyt w naszym guście bycia człowiekiem, nie mówiąc już o czymkolwiek. Aż w ostatnim dniu napisał ten kasztanowy książę – poszliśmy potańczyć do jakiegoś arabskiego lokalu i skończyliśmy rano w naszym pokoju hotelowym. To było naprawdę intensywne doświadczenie. Zakładaliśmy, że po wszystkim M’ umyje się i wyjdzie. A ten chłopak nas zaanimował, spędził z nami cały dzień, poszedł na gorące źródła, na obiad i odwiózł nas na Maglev, którym pojechaliśmy na lotnisko. Powiedział wtedy, że nigdy nas nie zapomni. I że będzie codziennie pisał do nas! Ja pomyślałem, ple-ple to przecież tylko takie pierdolenie…. Ale pisał każdego dnia przez kolejnych 9-miesięcy! Aż w końcu do niego polecieliśmy i spotkaliśmy się na tej samej stacji Maglevu na której się rozstaliśmy 3-go maja 2024. To były niesamowite dwa tygodnie w Chinach…

M’ był nie tylko naszym przewodnikiem i kochankiem – był naturalną częścią wszystkiego co robiliśmy. A po powrocie do Polski, przez kolejne 10-miesięcy piszemy ze sobą codziennie – pojebało nas! Ale nie wykluczamy kolejnych powrotów do M’ – nie budzi w nas żądzy (nie tylko) – budzi coś innego!

Ja oczywiście nie wierzyłem, że kiedykolwiek wrócimy do Szanghaju – dlatego całkowitym przypadkiem, poznałem w październiku 2024 L’. To przeuroczy chłopak ze Lwowa, znakomicie mówiący po polsku – nie do poznania, że nie jest Polakiem. Poza pięknym imieniem i zdawkowymi błędami – nic go od nas nie różni. Kiedy go poznaliśmy, akurat wyjeżdżaliśmy na Tajwan. To był bardzo niegrzeczny wyjazd – zrzuciliśmy okowy moralności! A po powrocie L’ wyszedł nas odebrać z dworca… To było dziwne zachowanie – bardzo dziwne bo widzieliśmy się ledwo raz czy dwa razy na kawie. A coś w tej sytuacji zaczęło mnie ciekawić…

Kiedy kilka miesięcy wcześniej, zwierzaliśmy się naszym najlepszym kumplom z sytuacji z M’, szukając potępienia lub rozgrzeszenia – jeden z nich Ł' zapytał się: czy nie boisz się, że się przywiążesz do kogoś i jak to wpłynie na waszą z I’ relację? Odpowiedziałem: to niemożliwe! A tymczasem relacja z M’ choć nie mająca całkowitego sensu – była jakimś przywiązywaniem… A po powrocie z Tajwanu w listopadzie 2024 doszedł L’, który w ciągu kilku dni wylądował w naszej sypialni, a potem w życiu na kolejne 10-miesięcy! I co ciekawe – będąc uczciwi względem obu – powiedzieliśmy L’ w jakim celu lecimy do Chin a M' poznał L' online. A wzbogacony o tą wiedzę L' nie odszedł od nas. Choć po powrocie nasza relacja zmieniła charakter z seksualnego na… Nie umiem ocenić na jaki. Seksualność zaniknęła na rzecz bliskości, czułości i wsparcia.

Z L’ pojechaliśmy w lato na dwa piękne wyjazdy do północnych Włoch zahaczając o Bergamo, Weronę w której można się zakochać, Mediolan, jezioro Como i Genuę, która jest troszkę nieprzyjazna. W drugiej połowie lata pojechaliśmy do upalnej Pragi – dla niego był to pierwszy raz, dla nas n-ty ale bawiliśmy się bardzo dobrze! Praga jest otwartym i pięknym miastem. 

Wcześniej bo w maju z naszymi oddanymi starymi przyjaciółmi Ł’, D’, K’ i jej chłopakiem P' zwiedziliśmy Neapol oraz cudowne wybrzeże Amalfi oraz okolice. Włochy są piękne w każdym towarzystwie! Nic tylko je kochać – do tego są jeszcze tanie! Na pewno wrócimy do Włoch nie raz! A jazda serpentynami od Sorrento do Salerno zapiera dech w piersiach... Było wspaniale!

W październiku przyjechali nasi poznani na instagramie znajomi z USA (i Kolumbii) J’ i V’. To był niesamowity tydzień! Zabawne, że chłopaki – choć przylecieli z Chicago nie zabrali kurtek i choć ostrzegaliśmy z I’, że będzie zimno – dopiero jak przemarzli na kość, poszli to Warszawskiego TK MAX kupić ubrania! Ale czas z nimi był cudowny – naprawdę urocze są różnice, jakie nas dzielą i dumny jestem z Polski, że stała się tak fajnym krajem, że chłopakom bardziej podobała się od Holandii. No właśnie – polecieliśmy z nimi jeszcze do Amsterdamu – mnie to miasto już w styczniu urzekło – ale amerykanom się nie podobało. Legoland dla dorosłych stwierdził V'. Tam pierwszy raz w życiu skułem się maryśką, kiedy paliliśmy w coffee szopie. Coś strasznego – nie wiedziałem co się dzieje. I’ mnie odprowadzał do pokoju, a mi się wydawało to wiecznością. Nie mogłem wejść ani wyjść z tramwaju! Nie mogłem ustać na nogach, świat płonął! Ale po kilku godzinach snu byłem jak nowo narodzony! Wyszliśmy z chłopakami o północy na miasto i zwiedzaliśmy je do piątej rano! Nigdy nie zapomnę tej przygody!

Ostatnim aktem wyjazdów roku 2025 był Wiedeń. I’ mając jeden związek zawodowy w pracy jakim jest Solidarność – zapisał nas na łikędowy wyjazd z członkami tego związku na wycieczkę po świątecznych jarmarkach austriackiej stolicy. I choćby mogło się wydawać, że będzie strasznie, było bardzo fajnie. Jarmarki super i miasto pełne życia. Zupełnie inny obraz Wiednia pojawił się w mojej głowie po dość kiepskim naszym pobycie w lato 2015 roku. Wtedy miasto było jakby opustoszałe – jakby rozpoczęła się tam apokalipsa zombie. Oczywiście musieliśmy teraz zobaczyć kilka kościołów i posłuchać jednego nawiedzonego polskiego księdza – ale mimo wszystko nie przyćmiło to mojego dobrego samopoczucia i atrakcji wyjazdu. Chętnie się jeszcze zabierzemy na jakiś wyjazd Solidarności. Mój lewicowy związek nie robi żadnych wyjazdów… To trzeba jechać od konkurencji!

Tak wyglądały nasze tegoroczne podróże! Z życia prywatnego: L’ zostawił nas pod koniec sierpnia – co przeżyliśmy dość boleśnie. Tym bardziej przypomniały mi się słowa Ł’: co będzie jak się przywiążecie – czy zakładacie szerszą relację… Nie zakładaliśmy niczego, po powrocie z Chin sfera seksualna z L’ zaniknęła. A i tak chcieliśmy to kontynuować. A rozstanie było bardzo emocjonalne dla wszystkich – przywiązaliśmy się, a nawet wytworzyło się coś niewyobrażalnego w naszym dotychczasowym życiu. Po praz pierwszy byliśmy w układzie we trzech. W przypadku L’ pojawił się w nas jakiś rodzaj daddy issue. Byliśmy kimś więcej niż przygodą. I powstało to całkiem naturalnie – choć pewnie moja szczerość przyczyniła się długoterminowo do rozpadu tego czegoś. Zdecydowanie idea hookupu nie była nam tak bliska jak poszerzenie idei relacji. Nie wiemy jak to wyjaśnić, że to wyszło tak zgodnie z nas obu i tak naturalnie!

We wrześniu poznaliśmy K’. Od października pomieszkujemy u siebie nawzajem. Większość naszych najbliższych przyjaciół już go poznała. Świadomie wchodzimy do tej rzeki. Jest zupełnie inaczej niż L’ z którym dalej się przyjaźnimy i pomagamy jeśli prosi o pomoc. K’ jest bardzo niezależnym młodym mężczyzną – trudnym bo wyznaczającym bardzo twardo swoje cele. Ale ma w sobie w tej niezależności coś bardzo pociągającego! Dokąd to zmierza? Nie mam pojęcia. Jest ciekawie…

To chyba koniec wyznawania win? 

W mającym roku, wracając do lipca, warto wspomnieć też o tym, że nasza najbliższa przyjaciółka K’ zdecydowała się powiedzieć „tak”! Co wiązało się z wyborem mnie i I’ na jej dwóch świadków – tak nietypowo. Rodzina P’, pana młodego, a w zasadzie jego brat i świadek nie robił nic. Ale totalnie nic poza konsumpcją alkoholu! Więc w zasadzie troszkę byliśmy organizatorami tej imprezy z I’. Ale było to dla nas niezwykle motywujące wydarzenie – nigdy nie byłem jeszcze tak pozytywnie zestresowany i spięty jak w tamtą noc i dzień... Nasza praca rozpoczęła się o 7-ej rano, śniadaniem roboczym u młodych, serią robienia włosów, makijaży (tak my też mieliśmy makijaż i to nie był tylko podkład ale całościowy kolorowy, taki jaki chcieliśmy – było queerowo), a zakończyła o 2-giej w nocy, do której planowali wesele, na podziękowaniu dla ostatnich gości.

Ja na początku lipca poszedłem na terapię i choć zbierałem się na nią kilka lat, jestem z siebie zadowolony! Inaczej bym sobie nie dał rady! Teraz zimą nawet przy lekach potrafię mieć gorsze nastroje! Ale jednak leki mnie wyciszają i uspakajają. Bardzo mi było to potrzebne i żałuję, że kilka lat temu nie zrobiłem tego kroku! Pamiętam, że tuż po ślubie K’ & P’ miałem jakieś skupiające uwagę i stres, zadanie w pracy i zacząłem wtedy wysycać organizm lekiem, nie zapomnę jakiego nabrałem luzu i dystansu do sytuacji i wszystko się totalnie udało! A ja oszczędziłem sobie tony stresu – odpuściłem i Świat się nie zawalił! O matko co za ulga! Co za ulga!

Latem wybory wygrał Nawrocki, co stało się przyczynkiem do ochłodzenia relacji z ojcem. On jest skrajnym pisiorem! Komunikacja z nim to koszmar! Niby żarty, ale bardzo personalne i niemiłe! Kulminacja tego schładzania nastąpiła w Wigilię, której po raz pierwszy od dekad nie zorganizowałem! Robiłem w najcięższych latach 2020, kiedy zmarła Najukochańsza i 2021 kiedy ojciec był ciężko chory! Ale już mnie tak bardzo irytował, że uznałem basta! W czasie przygotowań do ślubu, K’ zaprosiła nas do jej rodziców pod Wrocław. Już kiedyś byliśmy u nich na Wielkanocy. Od razu powiedzieliśmy tak! Nie pamiętam od kiedy nie było u nas Wigilii? Odkąd sięgam pamięcią zawsze u nas. Pamięć ogarnia mi okres gdzieś od roku 1992. Potem powoli przejmowaliśmy obowiązki z I’ po 2010 roku, w pełni sami robimy od 2020. Aż tu wreszcie w 2025 nie robiliśmy nic! Bosh cudownie nie robić nic! Mieć zawiezioną dupę przez P’ za Wrocław, potem być odwiezionym do mamy I’ na wieś w sercu kraju – nie robić nic! Nic a nic! Totalnie nic! Jedynym zmartwieniem były wideocalle z K’ który spędzał święta u rodziny na Podkarpaciu. Cudowne te święta!

Teraz czas na sylwestra u T’, który od śmierci M’ – chociaż nigdy nie byli parą, ale jednak byli parą – ciężko to opisać – jest dość samotny i podłamany życiem. Idziemy we trzech, przyjdzie K’ & P’ oraz być może jakaś znajoma T’ – będzie spokojnie i kameralnie – będzie miło!

W tym roku nasze otwarcie na Świat i też jakaś jednak niechęć, wobec tego co robił mój ojciec – sprawiło że ludzie z którymi rozmawialiśmy – sami wyskoczyli ze swoich sekretów, których się całkowicie nie spodziewałem. Raziło mnie to jako młodego chłopaka, że wszyscy w środowisku zachowują się jak mój ojciec – który na koniec życia zdewociał! Transparentność jest dobra, jest mi lżej – dużo lepiej poznałem moich bliskich. Niektóre z sekretów są ciężkie, ale pozwalają też zrozumieć motywacje i zachowania bez niedomówień – lżej mi z tym! Lżej nam ze sobą! I’ nawet jest jeszcze zdecydowanie bardziej otwarty i nie ma zahamowań w otwartości, co uznaję za zbyt daleko idące w tym społeczeństwie… Czas pokaże – może to chwilowe szaleństwo, starzejących się dziadów! Na pewno! Ale może nie?

Chciałem skomentować politykę ale podobnie jak PiS w latach 2015-2023, mnie wykastrowało politycznie tak też działa na mnie ten debil Trump – szkoda mojego życia i czasu! Jestem na bieżąco – ale szkoda życia na tego debila!

Nie odchodź dobry roku – byliśmy w nim z I’ bardzo szczęśliwi! Przyszłość jest mroczna i niepewna. Szkoda, że nie da się zatrzymać czasu!

Komentarze

Popularne posty