"Ania"
"Ania" to kuzynka ojca. Dekadę od niego młodsza. Jej życie było luzackie, ale też i straszne. Jej ojciec był potwornym tyranem. Ludzką bestią! W 1980 wysłał żonkę do Cikago by tam została bogata jako sprzątaczka! I tak się stało. "Ania" w wieku 15 lat została sama. Lubiła imprezy. Dorobiła się córki. W końcu w 1996 roku też poleciała do Chicago. Szybko dostała zieloną kartę i często wracała do polski z córką i mężem (facetem - ich losy były zagmatwane). W końcu się trochę dorobili i uciekli na dobre przedmieścia CH, poza polskie getto. On zarabiał, ona różnie. Kiedy rodzice spajający emigrancką familię zmarli między 2002, a 2006 rokiem "Ania" coraz częściej pomagała córce przy jej dzieciach. Ta z kolei miała ich w szybkim czasie aż trójkę! I za ostatnim chłopem przeniosła się do Californii. "Ania" zostawiła męża i pojechała za swoim dzieckiem - jako oddana babka!
W 2016 roku nie znam jej motywacji - "Ania" wraz z córką i wnukami wróciła do Polski. Tu spędzą kolejne siedem lat! Córka (podobnie jak matka, już z obywatelstwem USA), pracowała tu dla armii US, "Ania" została jej darmową niańką. I tak się toczyły lata. Miałem wtedy czas odnowić relacje z "Anią". W 2022 roku pochorował się chłop "Ani" i przeszli wielki reunion. Chłopa udało się uratować! W roku 2023, nagle cała rodzina wróciła do Stanów. Mój kontakt się urwał. Na 60-te urodziny pod koniec lata 2025, których się strasznie bała, wysłałem "Ani" życzenia. Padła bardzo enigmatyczna odpowiedź - "bywały lepsze czasy w moim życiu". Nie zwróciłem uwagi na tą wiadomość, nie pytałem! Pod koniec stycznia 2026 zadzwonił do mnie ojciec z info, że "Ania" w Polsce, umiera: IV stadium raka piersi z przerzutami do kości i mózgu.
Ale jak? Nie mam kontaktu ani do młodszej siostry ani do córki "Ani", zdawkowo historię opowiedział jej mąż. "Ania" zachorowała w maju 2025 roku. Diagnoza nie wiadomo którego stadium została postawiona w USA. "Ania" tam nie była ubezpieczona, nie pracowała. Z powodu dzieci, kolejne siedem miesięcy nie podjęła tam żadnej terapii. Co robiła córka? Wiedziała czy nie? W połowie listopada bardzo już chora "Ania" przylatuje do Polski, tu też nie ma ubezpieczenia, nie potrafi się zarejestrować, ma ukończone 60 lat i nie wie jak zdobyć ubezpieczenie. Tuła się po urzędach! Na początku grudnia przylatuje mąż, bierze "Anię" na swoje polskie ubezpieczenie. Staje na głowie aby wykonać PET i inne konieczne badania. Wychodzi zatrważająca diagnoza! IV stadium i przerzuty! Lekarze w Łodzi i Warszawie - mówią że bez szans na leczenie! W grudniu pojawia się na stronach na FB "Ani" i jej bliskich dramatyczna zbiórka pieniędzy na jakąś eksperymentalną terapię w Meksyku! Ale nie wzbudza zainteresowania. Mąż "Ani" mówi, że jeszcze w grudniu była na pełnym chodzie. Mieszkanie zamienia w szpital. Lekarze odsyłają "Anię" wszędzie z kwitkiem. Pod koniec stycznia mąż "Ani" informuję mojego ojca co się dzieje!
Ojciec odwiedza kuzynkę jeszcze domu - mówi, że jest w szoku po tym co zobaczył. Ja odwiedzam ją tydzień później już w szpitalu. Nie poznaję jej. Jestem w szoku! Tym większym im bardziej ukazuje się ta historia w świetle dnia. Byłem przekonany, że obrażenia na ciele chorej wynikają z uporczywych terapii. Ale o zgrozo nikt nie poddał jej żadnej terapii! Podczas moich kolejnych wizyt u "Ani" uświadamiam sobie, że wiedziała o guzie kilka lat wcześniej przed diagnozą w maju 2025. Nie zrobiła nic! Jest całkowicie świadoma tego co się dzieje! Umiera bez bólu, oddycha coraz płycej, nie je! Liczyła, że w Polsce będzie jeszcze ratunek. Przeliczyła się! W końcu mówi resztką sił: a w dupie! Cała "Ania"! Serce mi pęka! Dziś ją karmiłem! Wypiła pół nutridrinka. Dziś się pożegnałem. Jutro wyjeżdżam z Polski...

Komentarze
Prześlij komentarz