95*
Dziś Najukochańsza kończyłaby 95 lat.
Czasem nie umiem sobie tego wyobrazić ale najczęściej jednak mogę. I nie wiem czy to byłaby najlepsza z opcji. Zwłaszcza jak patrzę na odchodzącą z tego samego rocznika babcię I', która od początku roku wegetuje w szpitalach. Od stycznia walcząc najpierw z grypą - której nie potrafili doleczyć lekarze i wtedy już zakładali i informowali, że rodzina musi się przygotować na najgorsze. Tak stary człowiek będąc w szpitalu prawie dwa miesiące, tylko cofa się w rozwoju. Przestaje chodzić, poruszać się, być samodzielnym. Z w pełni funkcjonującej babci do domu wróciło warzywo. Babcia już widziała anioły przed wyjściem i lekarze stwierdzili, że przed końcem tak bywa. Ale wróciła do domu aby po tygodniu znowu trafić z kolejnym bakteryjnym zakażeniem do innego szpitala w którym przebywa od końca lutego... I' i jego ojciec znów codziennie u niej siedzą i nie wiadomo jak to się skończy. Każdy scenariusz jest zły!
Po "Ani" w trakcie naszego z I' miesięcznego urlopu, zmarła moja ciotka - żona ostatniego z braci Najukochańszej. Wujo zmarł w 2023 roku, a jej od lat u jego boku nie było. Zresztą była to wielka tajemnica w jakim jest stanie zdrowia. Nie było jej też na pogrzebie jej syna w 2016 roku. I ogólnie dobrych dwanaście może piętnaście lat - rodzina ciotki nie pokazywała. Zachorowała wcześnie na demencję i choć zmarła w wieku 92 lat - to jakby nie było jej zdrowo ponad dekadę w rodzinie.
Nie wiem czy chciałbym obchodzić z moim ukochanym człowiekiem taką rocznicę urodzin? Tak są różne przypadki, ale starość nie wyszła... Bardzo się nie udała! Dlatego mam tą moją osobę w sercu i pamiętam coraz częściej już tylko dobre chwile!

Komentarze
Prześlij komentarz