Pascha 2026

Rok 2026 przynosi mi taki mix wydarzeń, że przestaję ogarniać. Rok temu pisałem, że "myśli mnie bolą od ciężaru"... A w tym roku nie ma czasu myśleć. Jedna wojna, druga wojna, ceny paliw, za chwilę inflacja, za chwilę coś czego nie jestem w stanie ogarnąć w pięć minut swoim umysłem bo Świat jest tak bardzo nieprzewidywalny. Ale...

Nieprzewidywalność - swoisty chaos wdziera się wszędzie! Nie ma aspektu życia do którego nie zagląda niepewność. Praca. Wracam z urlopu - długiego ja wiem - miesiąc czasu, a tam zmiany wszędzie. Od księgowych bzdur, o randze państwowej po odejście mojego kierownika - która nie wytrzymała mobbingu jaki na niej zastosowano w czerwcu i lipcu zeszłego roku. Dziewczyna idzie się rozwijać na stanowisko wice-dyrektora gdzieśtam, a jej zespół po dziewięciu latach zostaje całkowicie sam na pastwę idiotów z zarządu. A kierownik był dobry i dbający o zespół z lekką ręką do premii i innych gratyfikacji... Oczywiście za wykonane obowiązki! To nie była miłość od pierwszego wejrzenia to były lata docierania się... 

W piątek kierownik - tak kazała się nazywać w tej formie - zjawiła się niespodziewanie u mnie w pracy i już de facto tylko jako koleżanka zaproponowała "pijaną wiśnię". Wypiliśmy jakieś 900ml na głowę tego paskudztwa. Byłem bardzo chory. Pisała do I', że winę za spizganie mnie bierze na siebie. Padło podczas tej libacji bardzo dużo światła na przeszłe nasze losy - nawet z groźbą wylania mnie z pracy - kiedy jakiś przydupas ówczesnego dyrektora doniósł mu, że mam negatywną opinię o mieście i jakieś tam dalsze bzdury... Co to był za czasy, czasy głupot i mini problemów. A teraz zostałem zupełnie sam bez tarczy ochronnej - kiepsko! 

Lutowy festiwal śmierci wokół mojej "Ani", co za smutny czas. Wczoraj z ojcem oglądaliśmy foty z ostatnich trzech-czterech lat - z nią w roli głównej. Zdrowa kobita. Choć wiedziała, że coś jest nie tak. A potem ten cały szalony ciąg powinności i oczekiwań społecznych - jej córki i wnuków... Nie wiem nie umiem się z tym pogodzić! A potem w ciągu dwóch tygodni śmierć kolejnej ciotki. Pościg życia ze śmiercią - zawsze skazany na porażkę...  

Święta spędzamy trochę we trzech, a trochę z moim ojcem. Ojca nie było na wigilii, bo szczęśliwie wyjechaliśmy do Bielawy z I'. Oh to był naprawdę relaks - nic nie ugotować i nic nie robić! A i tak lodówka się uginała nam od jedzenia. Mój ojciec z żoną - przybyli jak zwykle spóźnieni, jak zwykle żarci (co mnie bardzo cieszy), nie politykowali, nie było awantury. Jedna rzecz mnie tylko uderzyła, kiedy chciałem mu coś na Jótjóbie pokazać w historii przeglądania, na całym ekranie rozwinął się pasek z przeglądanych poprzednio materiałów i była tam tylko: TV Republika. Jakoś to strasznie przykre jak bardzo mu się w tej głowie przestawiło. Ojca żona mocno wychudzona - ledwo co wyszła ze szpitala po trzech miesiącach - sprawy psychiczne, coraz gorzej ogrania rzeczywistość. A ja mogłem zobaczyć wreszcie foty z ostatnich pogrzebów na których nie byłem. A mój ojciec z lubością strzela tysiące fotek. Kiedy odprowadziłem ich na tramwaj (ojciec twierdzi, że go na paliwo nie stać), ktoś do nas wrócił. 

Ten ktoś pomagał nam wszystko szykować i gotować i sprzątać. Nie specjalnie chciał ten ów widzieć się z moim ojcem, chociaż zaproszenie było otwarte. Postanowiłem nie być swoim ojcem i żyć w takim totalnym zakłamaniu. Zatem spędzaliśmy ten czas poza późnym śniadaniem w niedzielę we trzech. Nasi kochani Ł' i D' ganią nas mocno za to co robimy. Nie za sam trójkąt, czy seks z dużo młodszym facetem ale za to angażowanie się. D' powiedział seks i wyjazd na weekend tak, wspólne mieszkanie nie, on was za chwilę zostawi! Może D' ma racje? Sam nie wiem - nie jestem niczego pewien - sam się motam z demonami, z myślami z natręctwami i łatwo je przekładam na relacje, ale od jakiegoś czasu nam tak pasuje, jest dobrze! W czasach zagłady i chaosu i niewidomego jutra ten młody K', który spotyka się z nami od początku października 2025, jest odrobiną otuchy i ciepła. Czy będzie obok nas jutro? Nie wiem! Dziś o tym nie myślę - dziś chce mieć tych kilka chwil w których jesteśmy razem. Może jutro ktoś puści na nas bombę, która zmiecie nas z powierzchni ziemi? 

Ohhh miałem napisać notkę o Franciszku - tak się zarzekałem przed rokiem, umknęło mi. Może kiedyś? Tymczasem jedzcie i pijcie, i lejcie się wodą i kochajcie się i radujcie w dniach zagłady i wojen i krwi przelanej zbytecznie, przelewajcie raczej ślinę z ust do ust, niech świętym będzie każdy miłości spust, niech serce rośnie od cholesterolu - niech nie wzmaga pracy od nienawiści, ogłaszam to Urbi Et Orbi. Wesołych!                  

Komentarze

Popularne posty