wesele po pogrzebie...
Cywilny ślub taty I' był uroczy. Pojechaliśmy do Sieradza do malutkiego ale schludnego urzędu - tylko z tego względu, że paczka ojca i G' jego małżonki, ma tam zaprzyjaźniony lokal. Lokal udało się po znajomości ustawić to i urząd musiał tu być zorganizowany.
Zabraliśmy się z miasta wynajętym na tą okazję busem w jakieś 18 osób. Drugie tyle dotarło do Sieradza samemu. Ceremonia była krótka ale bardzo miła, aż nawet lekko romantyczna. Większość kolegów taty I' to znajomi z pracy lub z motoru. Z nimi objechał całą Europę na jednośladach, a małżonki goniły ich samochodem lub dwoma.
Na uroczystości usłyszałem znajomy chropowaty głos. Niemożliwe! Moja profesorka z budy od matmy z klas 4-8. Tak malutka zadziorna i pełna energii kobita. Nie widziałem jej na oczy od 2010 roku. A tu się okazuje, że koleżanka od wyjazdów na Europejskie objazdy i pościgi motocykli. Świat jest taki malutki! Aż strach!
Knajpa, rewelacja! Wszystkie dania od kopytek po makaron do rosołu robili własnoręcznie. Żarcie było tak dobre, że nie mogliśmy się z I' powstrzymać przed zjedzeniem lub spróbowaniem wszystkiego! Jedyny minus całej imprezy to muzyka jaką rządziła panna młoda. Cały wieczór szło disco polo! Kurwa! I te same kawałka po dwa razy...
Osobnej pochwały wymaga też wódka! Robiona przez znajomych ojca I'. Małżeństwo to powinno prowadzić sprzedaż tego alkoholu na legalu. On pędzi a ona robi smakowe. Pigwa, wiśniówka, żubrówka, chrzanówka, przepalanka, jakaś z jabłkiem - moc rozkoszy alkoholowej!
Po 23h zabrał nas z powrotem do miasta ten sam bus. To był wesoły autobus, pan i pani młodzi polewali, tańczyli w korytarzu - ich goście pili i śpiewali. Ja na szczęście zasnąłem po drugiej kolejce! I tylko na filmikach zobaczyłem potem co tam się działo! Mazel tow!
I' zyskał "macoszkę"!
Komentarze
Prześlij komentarz